(oczami
Jessici)
Siedziałam
właśnie u siebie w pokoju z laptopem na kolanach. Przeglądałam różne blogi,
stronki, na których można było się czegoś dowiedzieć co na świecie się dzieje i
wiele innych. Mój dom pierwszy raz od jakiegoś już czasu nie stoi pusty. Mama z
tatą wzięli sobie dwutygodniowy urlop i siedzą w domu i nic nie robią. Urlop
zaczął się im jak wrócili z Irlandii, czyli wtedy gdy poznali Zayn’a. Jak ten
czas szybko leci. Dopiero co zaczęły się wakacje, a tu zaraz będzie koniec
lipca. Wracając do Zayn’a. Załatwiliśmy we dwoje tą kolację dla rodziców i mogę
się przyznać, że było bardzo dobrze. Rodzice zaakceptowali nasz związek. Na
początku było trochę sztywno, ale później już poszło z górki. Zayn bardzo
dobrze dogadywał się z tatą. Mieli dużo tematów do rozmów i nawet podobne
zainteresowania. Cieszę się, że mój chłopak został przyjęty. Tym razem wracając
do rodziców. Oni mają urlop i nie mogą się gdzieś ze mną wybrać, aby zwiedzić
jakieś nowe miejsca, ale im oczywiście nigdy się nie chce. Ich stała wymówka ”Jesteśmy
zmęczeni tym podróżowaniem”. Chociaż nie powinnam narzekać, ponieważ byłam już
w Hiszpanii, Portugalii, we Włoszech i co roku w Irlandii, bo mamy tam rodzinę
i zawsze nas zapraszają do siebie. Dobra, trudno się mówi. W te wakacje jedynie
będę spotykać się z przyjaciółmi. Szczerze to podoba mi się taki układ. Mam zajebistą
ekipę, która ostatnio lekko się powiększyła. Jest dziś ładna pogoda, a ja
siedzę zamknięta w czterech ścianach. Po paru minutach zdecydowałam się na
spacer do parku. Trzeba nabrać świeżego powietrza i dobrze zacząć weekend. W
niedzielę robimy ognisko nad jeziorem. Byłam bardzo zaskoczona, oczywiście miło,
gdy Louis w środę zaproponował mały wypad nad jezioro, aby lepiej się poznać.
Podobno ma tam jakieś stare domki rodzinne, w których będziemy mogli
przenocować. Szczerze to widać, że Louis przemyślał tą sprawę z zespołem i po
prostu dojrzał.
Z drugiej strony strasznie mi go szkoda, z powodu tej
dziewczyny. Zamknęłam laptop i zeszłam z parapetu. Zabrałam talerzyk po lodach i
kubek po kawie, po czym udałam się na dół do kuchni.
W pomieszczeniu była mama
i pichciła coś, jak to zwykle ona. Przepłukałam moje naczynia i włożyłam je do
zmywarki.

- Gdzie tata? – spytałam i usiadłam przy stole.
- Podobno sprząta garaż. Chociaż nie chce mi się w to wierzyć. –
obydwie parsknęłyśmy śmiechem.
- Pójdę zobaczyć jak mu idzie.
- Powiedz, że za 20 minut będzie już gotowy obiad.
- Okay. A właśnie! Nie będzie mnie na obiedzie.
- Dlaczego?
- Idę na spacer do parku. Dawno nie grałam, więc chcę trochę
dziś sobie pobrzdąkać.
- Dobrze, ale wróć na kolacje. Idziesz razem z Zayn’em?
- Nie, sama. A co?
- Nic, tak tylko pytam. Polubiłam tego chłopaka.
- To dobrze. – odparłam i wyszłam z kuchni.
Swoje kroki skierowałam do garażu. Lekko uchyliłam drzwi i
wyjrzałam przez nie. Zobaczyłam tatę, który siedział na krześle i przeglądał
jakieś zdjęcia. Usiadłam obok niego i oparłam głowę o jego ramię. Obydwoje
wpatrywaliśmy się w fotografię, która przedstawiała tatę, ciocię, dziadka i
babcie, czyli w skrócie mówiąc, rodzinkę taty sprzed kilkunastu lat, gdy jeszcze nie poznał mamy.
- Tęsknisz za nim, prawda?
- To już 16 lat. Gdybym wtedy go przekonał, żeby poszedł
wcześniej do lekarza. Może by żył.
- Nie możesz wszystkiego składać na siebie. Największa wina była
po stronie dziadka. To on pił i nie dał sobie pomóc. – przytuliłam się do niego
– Obiad będzie za 20 minut.
- Zaraz przyjdę. – wstałam już z krzesła i kierowałam się do
wyjścia, ale tata jeszcze mnie zaczepił – W tamtym pudle są twoje rzeczy. – gdy
się odwróciłam, tata wskazał pudełko z napisem ”Jessica”.
- Wezmę je później. Teraz idę na spacer.
- Z Zayn’em?
- Ty też? Nie, idę sama.
- Lubię go. – uśmiechnęłam się tylko na te słowa i poszłam do
siebie.
Przebrałam
się w dżinsowe szorty, na to założyłam kremową koszulkę z napisami i miętowe
trampki. Włosy pozostawiłam rozpuszczone
i postanowiłam założyć na nie czerwoną bandamkę i moje ulubione Ray Bany. Na
lewym nadgarstku pozostała moja bransoletka, a na szyi zawiesiłam naszyjnik z
samolocikiem. Do jednej kieszeni szortów wsadziłam telefon i błyszczyk, a do
drugiej jakąś kasę. Złapałam futerał z gitarą i wyszłam z pokoju. Gdy zeszłam
ze schodów udałam się do kuchni po jabłko na drogę.
- To ja lecę. – oznajmiłam rodzicom i wyszłam z domu.
Wychodząc z furtki zauważyłam Nate’a, który robił to samo. Pomachałam
mu, a on zatrzymał się i czekał, aż podejdę. Gdy to uczyniłam przywitaliśmy się
zwykłym buziakiem w policzek.
- Gdzie się wybierasz, mała?
- Na spacer, stary. Jest Vi? Może i ją wyciągnę.
- Coś ty, nie ma jej. Wyszła wczoraj wieczorem i jedyne co od
niej usłyszałem było to, że nocuje u Niall’a.
- Blondasek się szkoli. – wybuchnęliśmy śmiechem – I jeszcze
zabiera mi przyjaciółkę.
- No no. Ja na twoim miejscu bym coś z tym zrobił.
- Wieczorem do was wpadnę, to z nią pogadam. Masz ją zatrzymać,
żeby nigdzie się nie wybierała.
- Jeśli w ogóle jakoś wróci wcześniej. Dobra, nie zatrzymuję
cię.
- Ja cię również. Do zoba.
Pożegnaliśmy
się i każdy z nas poszedł w swoją stronę. Przeszłam obok domu Liama i od razu
się uśmiechnęłam, wspominając nasze ostatnie spotkanie, które zakończyło się
wypadem do kina. Powolnym krokiem dotarłam do parku. Przeszłam kilka alejek i w
końcu zatrzymałam się przy ogromnym drzewie, przy którym zawsze siadam sama,
albo z Vi. Tym razem też tak zrobiłam. Usiadłam pod drzewem przodem do alejki.
Wyjęłam gitarę z futerału i położyłam ją sobie
na nogach. Zaczęłam przygrywać kilka akordów i w końcu zaczęłam grać.
Postanowiłam zagrać piosenkę ”Miley Cyrus – Stay”. Nie jestem jakąś jej wielką
fanką, ale bardzo lubię jej piosenki. Wraz z graniem słowa same ”wypływały” mi
z ust. Ludzie, którzy przechodzili alejką spoglądali na mnie i mile się
uśmiechali. Co niektórzy się zatrzymywali i po prostu słuchali mojego
”występu”. Uwielbiam śpiewać i grać, to daje mi tyle radości i mogę wtedy
znaleźć się w innym miejscu. Po skończonej piosence osoby, które stały nade mną
zaczęły bić mi brawo. Byłam tym trochę speszona i powiedziałam jedynie krótkie
”dziękuje”. Moja ”widownia” po chwili się rozeszła, a ja w spokoju znów mogłam
grać.
- Widzę, że dużo jeszcze o tobie nie wiem. – przerwałam swoją
grę i spojrzałam na osobę, która stała nade mną.
- Trzeba na to zasłużyć, aby stać się moim przyjacielem i
wiedzieć o mnie wszystko. – odparłam i spojrzałam na bruneta, który się do mnie
dosiadł.
- A ja myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi! – chłopak zrobił
smutną minkę.
- Jesteśmy, ale jak chcesz wiedzieć o mnie wszystko musisz być
najlepszym przyjacielem.
- Czyli co muszę zrobić?
- Nie mogę ci powiedzieć. To byłoby zbyt proste.
- Sknera!
- Ciołek! – i zaczęliśmy się przepychać.
- Dobra, koniec! Nie chcę jeszcze bardziej pogarszać sytuacji.
- To ty zacząłeś. – udałam obrażoną i zaczęłam grać.
Chłopak cały czas mi się przyglądał i co jakiś czas wybuchał
śmiechem. Próbowałam nie zwracać uwagi na bruneta, ale jego śmiech był
strasznie zaraźliwy i sama chciałam zacząć się śmiać.
- Z czego się śmiejesz? – odparłam oschle.
- A ty czego się fochasz?
- Bo się ze mnie śmiejesz!
-
Oj, przepraszam, że masz dziwny wyraz twarzy jak jesteś skupiona na grze. – i
znowu wybuchł śmiechem.
- Chyba nie mamy już o czym rozmawiać. – odpowiedziałam i
odwróciłam się od chłopaka.
- Przepraszam. Przecież wiesz, że żartowałem. – brunet cały czas
próbował spojrzeć mi w oczy. Po dwóch próbach udało mu się i niestety musiałam
zatopić się w jego zielonych tęczówkach. – Widać podczas twojego grania, że
wkładasz w to całe swoje serce.
- I tak jest. – oderwałam się od jego oczu i spojrzałam na
gitarę.
- Ślicznie wyglądasz jak się rumienisz.
- Ej, chcesz być moim przyjacielem czy nie? – spytałam, bo
chłopak coraz częściej chciał mnie poderwać.
- Oczywiście, że chce.
- To trzymaj się ode mnie z daleka.
- Tego nie da się zrobić. – uśmiechną się łobuzersko i pokazał
swoje białe ząbki – Pokaż mi tą gitarę.
- A po co ci ona?
- Muszę coś sprawdzić.
Podałam chłopakowi moją gitarę, a on schował ją do futerału.
Zapiął go i próbował już wstawać, ale go powstrzymałam.
- Co ty do cholery robisz?! Miałeś coś sprawdzić!
- No i sprawdziłem. A teraz idziesz ze mną.
- Ciekawe gdzie? Nigdzie z tobą nie idę. – odparłam i
skrzyżowałam swoje ręce na klatce piersiowej.
- Idę cię zgwałcić. – spojrzałam na lokersa z wielkim
zdziwieniem.
Chłopak był bardzo poważny i nie wyglądało to, aby chciał się
zaśmiać.
- Harry?
- Żartowałem. – wybuchnął śmiechem – Przecież nigdy bym ci tego
nie zrobił. Tobie i tym bardziej Zayn’owi. – cały czas chichotał – Gdybyś
widziała swoją minę.
- Haha, bardzo śmieszne. A teraz się przyznaj gdzie chcesz mnie
zaprowadzić. – ten chłopak mnie zaskakuje z dnia na dzień.
- To niespodzianka, więc nie możesz wiedzieć.
- Nie lubię niespodzianek. – skłamałam.
- Lubisz i bardzo dobrze o tym wiem. Tym mnie nie nabierzesz. –
wstał z ziemi i podał mi swoją dłoń – Idziemy?
Nie powinnam się zgodzić, ale nie umiem oprzeć się jego oczom.
Są prześliczne i jeszcze w dodatku mam do takich słabość. Niepewnie podałam mu swoją dłoń, a on przysunął
ją do siebie i pomógł mi wstać z ziemi. Spojrzałam na niego jedynie przelotnie
i ruszyłam przed siebie. Chłopak szybko do mnie dołączył i skręcił w inną
alejkę, tym samym łapiąc mnie za rękę, abym poszła za nim. Szliśmy przez kilka
minut w milczeniu, aż w końcu brunet przerwał jak dla mnie niezręczną ciszę.
- Jesteś zła?
- Może.
- Jestem twoim przyjacielem?
- Może.
- Pocałujesz mnie?
- Nie!
- A już myślałem, że się zacięłaś i będę mieć tą nadzieję.
- Śmiej się, śmiej. Ale wiedz, że zaraz mogę zawrócić i
niespodzianka się nie uda.
- Przepraszam. – odpowiedział i spuścił głowę.
Wybuchnęłam głośnym śmiechem i nie mogłam się opanować. Harry
patrzył się na mnie jak na wariatkę, którą tak naprawdę jestem. Gdy po jakimś
czasie się ogarnęłam, chłopak patrzył na mnie ze zdziwioną miną.
- Sory, za ten atak, ale po prostu już nie mogłam wytrzymać.
- Z czego?
- Chyba raczej z kogo. Z ciebie głuptasie. Trzeba było się
skapnąć, że ja to wszystko dla żartu. To moje całe obrażanie i tak dalej.
Przepraszam, ale chciałam zobaczyć ile wytrzymasz moje humorki. – poklepałam go
po ramieniu i szłam dalej, ale Harry złapał mnie za rękę.
- Ty to wszystko robiłaś celowo?
- Przepraszam, ale tak.
- Nienawidzę cię!
- Co?!
- Żartowałem! – obydwoje zaczęliśmy się śmiać, a ja w między
czasie bić bruneta.
- To chyba jesteśmy kwita przyjacielu. – i spojrzałam na niego.
- Najlepszy przyjacielu czy tylko przyjacielu?
- A jak uważasz?
- Najlepszy? – spytał nieśmiało.
- Najlepszy. – po tych słowach przytuliłam mocno chłopaka i
pocałowałam w policzek.
- Jaki zaszczyt. – zaśmiał się i szliśmy dalej.
Przez całą drogę śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Nawet nie
zauważyłam kiedy doszliśmy do... No właśnie. Do studia tatuaży. Przystanęliśmy
przed samymi drzwiami, a ja od razu zaniemówiłam.
- To jest właśnie moja niespodzianka. Dziś robię sobie kolejny
tatuaż i chciałem, abyś przy tym była.
- Harry, to bardzo miłe, ale ja nie mogę tam wejść.
- Dlaczego?
- Gdy tam wejdę, będę chciała zrobić sobie tatuaż, a nie mogę.
Vi mnie zabiję jeśli zrobię kolejną dziarę bez jej zgody. Można powiedzieć, że
mam na tym punkcie lekkiego fioła. – spojrzałam na niego przepraszającym
wzrokiem i kierowałam się już w stronę domu.
- Jess! Proszę cię. Wejdź razem ze mną. Jeśli najdzie cię ochota
na zrobienie dziary to po prostu ją zrób. Pomogę ci później jeśli chodzi o Vi.
Spojrzałam w dwa małe, zielone diamenciki chłopaka i od razu
odpłynęłam. Dlaczego on ma takie piękne oczy? Gdy się ocknęłam spojrzałam na
budynek i łapiąc dłoń bruneta szybko weszłam do środka. Gdy przedostaliśmy się
przez duże, szklane drzwi nadal nie mogłam uwierzyć, w to co robię. Jakiś czas
temu obiecałam sobie i Vi, że w najbliższym czasie nie przekroczę progu tego
miejsca. A ja co robię? Po upływie zaledwie trzech miesięcy znów tu jestem.
Znów jestem w pomieszczeniu, które zawsze pomagało mi się odstresować. Te
wszystkie plakaty, zdjęcia sławnych ludzi, którzy tu byli i zrobili sobie
tatuaż, u najlepszego faceta w Londynie. No i oczywiście ten charakterystyczny
zapach. Farba, która była wykorzystana, aby zrobić mały lub duży tatuaż i kawa,
od której był uzależniony tatuażysta. W pewnym momencie zza dębowych drzwi
wyszedł chłopak z nową dziarą. Od razu gdy go zobaczyłam, chciałam zawrócić i stąd
wyjść, ale Harry złapał mnie za ramiona i lekko je pomasował.
- Będzie dobrze. – wyszeptał mi do ucha, a po moim ciele
przeszły przyjemne dreszcze.
Chłopak podprowadził mnie do kanapy i kazał na niej usiąść, a
sam podszedł do drzwi, które momentalnie się otworzyły i zobaczyłam w nich
Matt’a, mojego i jak mniemam Harry’ego tatuażyste.
- O, Harry! Widzę, że jesteś przed czasem. Gotowy? – mężczyzna
złapał bruneta za ramię i prowadził go już w stronę pomieszczenia.
- Tak, ale najpierw muszę ci kogoś przedstawić. – i wskazał na
mnie – To jest...
- Jessica Jones we własnej osobie. – przerwał mu i podszedł do
mnie się przywitać, zwykłym buziakiem w policzek – Myślałem, że już cię nigdy
nie zobaczę w swoich skromnych progach.
- A jednak jestem. – uśmiechnęłam się i swoje słowa skierowałam
do loczka – Znamy się z Matt’em już ponad pół roku. Jest twórcą moich
”obrazków”. – zrobiłam cudzysłów na ostatnie słowo i ponownie zwróciłam się do
wysokiego mężczyzny – Dziś jedynie będę się przyglądać.
- To zapraszam do mojego, małego świata.
Wyminęłam Matt’a i dołączyłam do bruneta, który był bardzo zaskoczony
tą całą sytuacją. Gdy weszłam do pomieszczenia, od razu zobaczyłam dwie
gigantyczne maszyny, stertę szablonów ze szkicami tatuaży, oczywiście dwa kubki
po kawie i najważniejsze. Dużą ramkę na ścianie ze zdjęciem Matt’a i jego
rodzinki.
- Na co się zdecydowałeś? – spytałam lokersa spoglądając na
niego.
- Na piracki statek.
- Mam cię trzymać za rękę?
- Obejdzie się. – zaśmiał się cicho i zdjął czarną koszulkę,
którą miał na sobie.
W końcu mogłam zobaczyć jego ciało, które było już trochę
wytatuowane. Harry usiadł na fotelu obok Matt’a, a ja usiadłam naprzeciwko
niego, aby móc widzieć pracę mężczyzny. Matt zaczął ”znieczulać” rękę loczka,
aby nie bolało go zbyt bardzo podczas ”tworzenia”. Później narysował szkic
statku i przygotował maszynę z tuszem. Przez cały czas rozmawiałam z Harry’m,
aby się nie nudził. Robiłam mu również zdjęcia, co by miał pamiątkę z
dzisiejszego dnia. Gdy tatuażysta przybliżył swoją maszynę do ręki bruneta, chłopak
momentalnie zamknął oczy i udawał, że strasznie się boi. Nie mogłam wytrzymać z
jego miny, więc zaczęłam się śmiać. Matt zrobił to samo, ale szybko się
opanował, ponieważ musiał zacząć swoją pracę. Po kilku minutach na ręce
Harry’ego widniały już pojedyncze linie statku. Harry od czasu do czasu
spoglądał na mnie, podczas gdy ja wpatrywałam się w jego ramię.
Po dobrej
godzinie mogłam ujrzeć już cały statek piracki, który widniał na lewym ramieniu
bruneta. Mężczyzna zrobił jeszcze kilka poprawek i poszedł do łazienki umyć
ręce i przynieść krem ochronny dla lokersa, a ja w między czasie zrobiłam
zdjęcie Harry’emu.

- I jak? Podoba ci się? – spytał brunet gdy zostaliśmy sami.
- Jest cudowny.
- Też tak uważam. – zaśmialiśmy się, ze skromności lokowatego.
- Dobry wybór. – wstałam z krzesła i stanęłam przy oknie.
Mam taką jakąś dziwną chęć zrobienia tej dziary, ale z drugiej
strony boję się. Boję się, że będę tego żałować i oczywiście boję się Vi.
Dziewczyna jak zobaczy u mnie nowy tatuaż, to poćwiartuje mnie na malutkie
kawałeczki, a później je wyrzuci do kosza. Od razu wzdrygnęłam na samą myśl o
tym.
- Co jest? – spytał Harry, stając tuż za mną.
- Przecież wiesz. – odpowiedziałam.
- Jess. Spójrz na mnie. – chłopak obrócił mnie do siebie i
złapał mój podbródek, abym na niego spojrzała. Oczywiście to uczyniłam,
ponieważ nie chciałam się mu sprzeciwiać. Dlaczego? Bo przez tak krótki okres
czasu, poznał mnie naprawdę dobrze no i wiedział o mnie co nie co – Bardzo tego
chcesz? – niemal, że stykaliśmy się nosami.
- Bardzo.
- To zrób to! Nie przejmuj się innymi i po prostu zrób to!
- Ale... – nie dane mi było dokończyć.
- Nie ma żadnego ale. – uśmiechnął się szeroko i zbliżył do
mojego ucha – No chyba, że jesteś tchórzem. – dodał bardzo cicho i przez to
mogłam poczuć oddech bruneta na moim karku.
- Ja? Tchórzem? Wypraszam sobie! – uniosłam trochę głos i
zrobiłam urażoną minę.
- No i taka Jessica mi się podoba. – zaśmiał się i wskazał
fotel, na którym jeszcze kilka minut temu sam siedział – Matt! – krzyknął –
Masz dziś jeszcze jedną klientkę. – oznajmił i pokazał na mnie, gdy mężczyzna
dołączył do nas.
- A jednak się zdecydowałaś?
- Tak. Chcę mieć nową dziarę. – powiedziałam i usadowiłam się na
fotelu.
- Wiesz co to będzie, czy chcesz szablony?
- Chcę ten tatuaż z pierwszego szablonu. Znak nieskończoności z
napisem ”Stay Strong” i piórkiem. – wskazałam na szablon, który leżał na
stoliku obok fotela.
- Okay. To zaczynamy. – odparł Matt i wziął się do roboty.
Mężczyzna
robił u mnie to samo co u lokersa, ale ja musiałam się położyć na fotelu,
ponieważ wybrałam miejsce tatuażu na wewnętrznej stronie prawego ramienia.
Harry siedział na moim wcześniejszym miejscu i tym razem on przyglądał się mi.
Matt po naszkicowaniu wzoru, wziął do rąk maszynę i przysunął ją do mojego
ramienia. Spojrzałam na bruneta i ujrzałam jego uśmiech, który bardzo mi
pomógł. Kiwnęłam głową, a Matt zaczął robić swoje. Na początku poczułam lekkie
ukłucie, do którego się przyzwyczaiłam i w bezruchu leżałam na fotelu, aby nie
przeszkadzać mężczyźnie. Harry w między czasie nas opuścił i byłam na niego
zła, że mnie zostawił, ale wrócił po kilku minutach z moją ulubioną mrożoną
kawą w ręku. Moja złość na niego szybko przeszła jak przyszła i mogłam
delektować się zimną cieczą. Nawet nie
wiedziałam kiedy Matt skończył, a na moim ramieniu ukazał się śliczny tatuaż.
No kurna i to się nazywa decyzja na spontana.
- Matt, przeszedłeś samego siebie. To jest cudowne. – rzuciłam
się na mężczyznę i przytuliłam go do siebie.
- Nie spodziewałem się, aż takiego podziękowania. – zaśmiał się,
a ja od razu sobie uświadomiłam, że nie mam, aż tylu pieniędzy, aby opłacić
tatuaż.
- Tylko jest jeden mały problem, którego nie przemyślałam. –
odparłam i opadłam na fotel.
- Ale za to ja przemyślałem. – odezwał się brunet i podszedł do
mnie – Ja zapłacę za ten tatuaż.
- Nie! – krzyknęłam – Nie chcę, abyś za mnie płacił! – cały czas
mówiłam podniesionym głosem.
- Jess, ustalmy coś. Oddasz mi te pieniądze, gdy to ja będę
potrzebował pomocy finansowej.
- Ale...
- Jess!
- Okay. – odpowiedziałam i pocałowałam jego policzek – Dziękuję.
– i uśmiechnęłam się.
- Matt, to ile jesteśmy ci winni? – spytał brunet.
- Jeśli o to chodzi to później. Przecież nie puszczę was bez
kremów ochronnych i jeszcze muszę zakryć wasze tatuaże przed słońcem.
To prawda. Ręka już mnie szczypała, a nie wyszłam jeszcze na
słońce. W dodatku była cała zaczerwieniona. Szczerze to nie powinnam się
dziwić. To był mój już piąty raz. Matt szybko poszedł po kremy dla nas i zakrył
dziary specjalnym materiałem. Oczywiście powiedział co musimy robić, aby nie
dostać uczulenia i te różne rzeczy, które są niezbędne. Po jakimś czasie Harry
zapłacił za nas i po prostu z nowymi ”ozdobami” na ciele i moją gitarą udaliśmy
się w stronę mojego domu.
- Jak twoi rodzice na to zareagują? – spytał nagle loczek.
- Mama zwyczajnie, a tata pewnie będzie prawił mi kazania, ale
później mu przejdzie. – wzruszyłam ramionami i spojrzałam na samochód, który
przejeżdżał obok nas.
- Chcesz najpierw pójść na czołówkę z rodzicami czy Vi?
- Vi, chociaż też boję się jej reakcji.
- Będę przy tobie. – chłopak objął moją talię, a ja byłam tym
trochę zaskoczona. Przecież ja mam Zayn’a. Szybko zepchnęłam jego rękę i
spuściłam głowę – Przepraszam. – odparł, gdy zobaczył moją reakcje.
- Nic się nie stało, ale proszę cię tylko o jedno, abyś się nie
zapędzał.
- Przepraszam, sam nie wiem co mnie podkusiło.
Przez
resztę drogi szliśmy w milczeniu. Widziałam kątem oka, że Harry co jakiś czas
spogląda na mnie i mi się przygląda, ale gdy tylko chciałam spojrzeć na niego,
chłopak od razu się odwracał w innym kierunku. Chciałam jakoś zacząć rozmowę,
ale jakoś nie miałam pomysłu o czym zagadać. Tą niezręczną ciszę przerwał mój
telefon. Wyjęłam go z kieszonki szortów i spojrzałam na wyświetlacz.
Właśnie
dzwoniła do mnie Vi.
- Halo?
- Hej. Co to za sprawa? – odparła brunetka, a ja spojrzałam na
lokowatego.
- Szczerze to teraz mam już dwie sprawy do ciebie.
- To dawaj.
- To nie jest rozmowa na telefon. Będę u ciebie za pięć minut.
- Okay. Dobrze się składa, bo robię naszą ulubioną kawę.
- O, to spoko, będzie nam się lepiej rozmawiało. To na razie. –
nie czekając na odpowiedz rozłączyłam rozmowę.
Głośno westchnęłam i spojrzałam na Harry’ego. Był bardzo
zamyślony, albo tylko udawał. No tak tylko raz zwróci mu się uwagę, a ten już
się obraża na cały świat.
- Jak nie chcesz, to nie musisz ze mną tam iść. Poradzę sobie
bez ciebie. – odparłam nawet na niego nie patrząc.
- Ale chcę.
- Nie wygląda.
- Jess. – stanął i pociągnął mnie za rękę, abym uczyniła to samo.
- Co?
- Przepraszam. Ja...
- Przestań mnie cały czas przepraszać! – krzyknęłam – Od
jakiegoś czasu robisz tylko to. Przestań się zapędzać, a nie będziesz musiał
mnie przepraszać. Nie wiem co ty sobie myślisz, ale ja mam Zayn’a i kocham go.
Ty, jesteś jedynie moim przyjacielem, a niektórymi swoimi gestami pokazujesz
jakbyś liczył na coś więcej, niż tylko przyjaźń. – wydarłam się na niego, a
osoby które przechodziły obok nas dziwnie się na nas patrzyły.
Chłopak przez pewien czas patrzył na mnie i nie wiedział co
powiedzieć. Stał w osłupieniu wpatrując się we mnie jak w obrazek. Nie mogłam
tego wytrzymać, więc ruszyłam bo staliśmy właśnie nad domem Liama. Mam
nadzieję, że nie ma go w domu i nie widział tej sceny. Harry za to mnie
dogonił, wyprzedził i stanął przede mną.
-
Masz rację. Zapędzam się, chociaż nie powinienem. Jess, ale nie owijajmy w
bawełnę. Jesteś śliczną dziewczyną i podobasz się każdemu. Nawet reszta
chłopaków przyzna mi rację. Louis wczoraj mi to nawet potwierdził. To nie jest
moja wina, że tak na wszystkich działasz. Szczerze mówiąc Vi też jest niezła,
ale ja bardziej gustuje w blondynkach, które nie myślą tylko o sobie i nie
pindrzą się przez cały czas przed lustrem. Dziś jeszcze bardziej dałaś mi do
myślenia przez ten twój naszyjnik. Spójrz, mam taki sam. – wskazał wtedy na
swój, a ja dopiero teraz zrozumiałam, że mam identyczny
– Jessica wiem, że nie
mogę liczyć na coś więcej, ale chcę chociaż być twoim najlepszym przyjacielem.
Tym razem ja patrzyłam na niego w osłupieniu i nie mogłam nic z
siebie wydusić. To co powiedział było takie prawdziwe i szczere.
- Harry, ja nawet nie wiem co powiedzieć.
- Nic nie musisz.
- Ale ja chcę. – spuściłam głowę, ale zaraz ją podniosłam, aby
znów zanurzyć się w zielonych tęczówkach chłopaka – Harry ja nawet nie wiem jak
to odebrać. Jesteś dla mnie ważny. Bardzo ważny, ale jedynie ważny jako
przyjaciel. Wybacz, ale ja czuje do ciebie jedynie miłość przyjacielską. Wiem,
że mogę do ciebie zadzwonić o każdej porze dnia i nocy. Wiem, że mogę z tobą
pogadać o wszystkim i o niczym. Jesteś dla mnie jak brat, którego nie mam, a
bardzo chciałabym mieć. To samo czuję do Liama, ponieważ znam go już od kilku
lat i dobrze się rozumiemy, ale nigdy nie braliśmy pod uwagę tego, że możemy
być razem. Harry, jesteś moim przyjacielem jak Liam, Niall i Louis i proszę
cię, nie zepsujmy tej przyjaźni, bo naprawdę nie chcę stracić takiego
przyjaciela. A jeśli chodzi o Zayn’a. Powiem ci to po raz kolejny. Nie mogłabym
go zdradzić z jego najlepszym przyjacielem, ponieważ za bardzo go kocham.
- Jess, to może zróbmy tak. Zapomnijmy o tym wszystkim co się
dziś działo i żyjmy dalej. Bądźmy przyjaciółmi, a ja ci obiecuję, że będę się hamował.
- Okay. – przytuliłam go mocno.
- A to co?
- Przyjacielski uścisk. Takich rzeczy nie musimy sobie odmawiać.
– chłopak momentalnie się rozchmurzył – Chodźmy już, bo Vi będzie się
niecierpliwić.
Pociągnęłam
go za sobą i wparowaliśmy do domu brunetki. W środku było cicho i nie
wskazywało na to, aby ktoś był w mieszkaniu. Weszliśmy szybko po schodach i
udaliśmy się do pokoju Vi. Bez pukania otworzyłam drzwi i zobaczyłam brunetkę
siedzącą na łóżku z książką w ręku.
- Co tam masz? – spytałam i usiadłam obok niej.
- Książkę, a co mogę mieć?
- Ooo. Jakie słodziaki. Czy już ci mówiłam, że wyglądacie razem
prześlicznie? – spojrzałam na wyświetlacz telefonu brunetki.
- Chyba już ze sto razy. – spojrzała na Harry’ego, który stał
cały czas w drzwiach – Czemu nie wchodzisz?
- Ja zaraz lecę, jestem tylko na chwilkę.
- Czemu?
- Wspiera mnie. – odpowiedziałam i podeszłam do niego.
- W czym?
- Vi, powiem prosto z mostu. – spojrzała na mnie wyczekująco –
Mam nowy tatuaż. – powiedziałam i od razu schowałam się za lokowatego.
- Co?! – wrzasnęła.
- Vi, to moja wina. Ja ją do tego namówiłem. – wtrącił się
Harry.
- Przymknij się! Jess, przecież coś mi i sobie obiecałaś!
- Wiem, ale nie mogłam się powstrzymać. Wybacz mi.
Brunetka złowrogo się na mnie patrzyła i przybliżała. Harry
osłaniał mnie swoim ciałem.
- Zejdź mi z drogi pajacu! I wynoś się z mojego domu! Jak mogłeś
ją na to namówić? – dziewczyna walnęła bruneta z pięści w brzuch.
- STOP! – krzyknęłam – Vi, widzisz co mu zrobiłaś?! – Harry
klęczał właśnie przed brunetką, trzymając się za miejsce, w które oberwał –
Harry! Gdzie cię boli? – przyłączyłam się do niego i położyłam swoją dłoń na
ramieniu loczka.
- W porządku. Zasłużyłem. – chłopak mówił ściszonym głosem – Vi
nie wiedziałem, że masz tyle siły.
- Harry, tak bardzo cię przepraszam. Nie wiedziałam co robię. –
Vi również się do nas ”dosiadła” – Uprawiaj jakiś sport to nie będziesz taki
cienki.
-
Chodzę na siłownię i widzę, że będę musiał częściej. – chłopak spojrzał na mnie
– Jess, już wszystko okay. Mogę mówić. – zaśmiał się, ale lekko przytrzymał się
jeszcze za obolałe miejsce.
- Vi ja się ciebie boję. – odparłam i spojrzałam na nią wzrokiem
pełnym strachu.
- Jess, daj spokój. Przecież wiesz na co mnie stać. Widziałaś
moje zagrywki jak gram w siatkę. A to co się stało kilka minut temu, to po
prostu nagły impuls, który spowodowałaś swoją wiadomością.
- Victoria. Przepraszam. Wiem, że coś ci obiecałam, ale jak tam
weszłam i zobaczyłam jak Matt robi tatuaż Hazz’ie to od razu tego zapragnęłam.
- Widzę, że to coś dużego. Dowiem się co to?
- Oczywiście, ale dopiero jak zdejmę opatrunek. – wyszczerzyłam
się.
- Dobra niech stracę. Ale następnym razem przyjdź z tym do mnie
i po prostu powiedź mi co ci leży na wątrobie.
- Okay, siostro. – przytuliłam ją do siebie, a ona jak zwykle
odwzajemniła uścisk.
- Nie chcę wam przeszkadzać, ale ja tu jestem. I ZOSTAŁEM
POTURBOWANY! – krzyknął Harry.
Zaśmiałyśmy się jedynie i obydwie wtuliłyśmy się w ramiona
bruneta. Chłopak przycisnął nas do siebie i wstał z podłogi razem z nami. Cały
czas trzymał nas w swoich objęciach, a mi szczerze wcale to nie przeszkadzało.
- Dobra, ja lecę. Zajdę jeszcze do Liama. To wam nie
przeszkadzam. Na razie dziewczyny. – przytulił jeszcze każdą z osobna, a
później dał po buziaku w policzek. Czy mi się zdaję, czy nad moim policzkiem
zatrzymał się dłużej? Whatever.
Gdy wyszedł z pokoju Victoria szybko zamknęła drzwi na klucz i
podprowadziła mnie do łóżka, po czym usiadła na nim i szybkim gestem pokazała,
abym uczyniła to samo.
- Co to było? – spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Ale co?
- Przecież widziałam. Mów!
- Harry, próbuje mnie poderwać. – odpowiedziałam jej i wzięłam
do ręki książkę, którą wcześniej czytała Vi.
Dziewczyna szybko mi ją wyrwała z ręki i rzuciła nią pod okno.
- Co?! – wrzasnęła – Przecież masz Zayn’a!
- No jakbym nie wiedziała. – odparłam, wywracając oczami.
- Mam nadzieję, że się nie dajesz.
- Nie. Nawet mu to powiedziałam.
- I jak zareagował?
- Powiedział, że mu się podobam, ale wie, że nie może mi tego
zrobić, że będzie się hamował i będzie jedynie moim przyjacielem.
- No i dobrze.
- A co u ciebie?
- Nic ciekawego. – wzruszyła ramionami i spojrzała w bok.
- Ej! Przecież widzę.
- Josh, chcę się ze mną spotkać.
- Co?! – tym razem ja ryknęłam zdziwiona.
_______________________________________
No i już mamy kolejny rozdział. =) Na początku chcę bardzo podziękować za komentarze przy ostatnim poście i za nowych członków. Wielkie dzięki :*
Chciałybyśmy wiedzieć ile was jest, więc zawrzyjmy umowę.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
To naprawdę nie musi być mega komentarz, wystarczy jedno słowo =P
Akcja trochę się rozkręca. Harry ewidentnie coś czuje do Jess. xD
Jeśli naprawdę chcecie dowiedzieć się co będzie w następnym rozdziale, to komentujcie. :)
Do następnego!
Jess
WOW! Jaki długi xD Jak zawsze świetny :*
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie, jest już 3ci rozdział: http://one-way-or-another-i-am-gonna-find-ya.blogspot.com/2013/08/rozdzia-3.html
Dzięki =)
UsuńNa pewno zajrzę. =P
Jej! Hazza i Jess no no ciekawe, ciekawe. Czekam na kolejny rozdział ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny ;*
P.S Mam pytanko jakie tatuaże ma jeszcze Jess?
Jess posiada tatuaż na karku ze wzorem odlatujących ptaków, mały znaczek nieskończoności na wewnętrznej stronie środkowego palca u prawej ręki, małe piórko pod lewą piersią, kłódkę na wewnętrznej stronie małego palca u lewej ręki i ten, co został opisany w rozdziale =)
UsuńDziękuję za komentarz i za wenę. Na pewno się przyda :*
Dość długie opowiadanie, ale na prawdę warte przeczytania. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam na mojego bloga -------> mycrazytwistedworld.blogspot.com
OdpowiedzUsuńCieszę się, że przeczytałaś do końca i nie zostałaś rozczarowana :)
UsuńChętnie zajrzę do Ciebie =P
ojej, świetnie piszesz! bardzo długi, ale to wcale nie przeszkadza :) czekam na kolejne!
OdpowiedzUsuńobserwuję i byłoby mi bardzo miło, gdybyś zrobiła to samo ;)
zapraszam
positivelittlethink.blogspot.com
Cieszę się, że Ci się spodobało i będziesz tu zaglądać =)
UsuńSpodobał mi się Twój blog i oczywiście będę na niego wchodzić. ;)
Moim zdaniem opowiadanie jest trochę za długie, ale i tak wspaniale piszesz! ♥
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejne rozdziały! :).
http://because-its-my-story.blogspot.com/
+ obserwuję :).
Podoba mi się. Ja za to uwielbiam długie opowiadania :)
OdpowiedzUsuńPoza tym lubię 1D :)
http://violettadisneypoland.blogspot.com/
Super rozdział czekam na następny + zapraszam do mnie
OdpowiedzUsuńhttp://what-makes-you-beutiful-onedirection.blogspot.com/
Kaja Morawska zwykłą nastolatka, która mieszka z ojcem w Londynie. Rok temu straciła matkę. Pewnego dnia spotyka chłopaka o bujnych lokach i zielonych tęczówkach. Wkrótce on okazuje się być piosenkarzem najbardziej znanego zespołu. Co się stanie, gdy do jej życie wkroczy One Direction. Co się stanie, gdy się dowie że jest poważnie chora.
http://honey-opowiadania.blogspot.com/
Alison Pieterse dziewczyna, która parę lat emu straciła rodziców. Została przygarnięta przez sympatyczną rodzinę. Parę lat później jej przyrodni brat zakłada zespół. Alison odnajduje swojego biologicznego brata. Razem ze swoimi przyjaciółmi przeżywa wiele przygód i rozterek sercowych.
Ale cudo ♥
OdpowiedzUsuńKocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham, kocham ♥
Wspaniały rozdział :) . Bardzo mi się podoba . Będę wpadać częściej . czekam na nn :) . Pozdrawiam i życzę weny :)
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie
http://onedirection-polish-imaginy.blogspot.com/
Świetnie, ale ja osobiście wolę więcej " scen miłosnych" z Zaynem i Jess a nie Harrym i Jess ;)
OdpowiedzUsuńno i tyle :D
bardzo mi sie podoba :**
Zapraszam do odwiedzania nowego bloga po remoncie ---> www.dotyk-piekna.blogspot.com
OdpowiedzUsuń